Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Nie było mnie tu długo i obiecać nie mogę, że to się zmieni. Będę się jednak starała.
W dziale robótkowym jestem w trakcie kolejnych 12 serwetek - tym razem czekoladowych, dłubię kolejny Kołderkowy kwadracik.
Najwięcej dzieje się w kuchni. Ruszyła pełną parą domowa "przetwórnia".
Dziś powstał sok porzeczkowo-jabłkowy. Bez konserwantów, sztucznych barwników, zawartość soku w soku - 100%. :-))
Najpierw były owoce - ok. 8-9 l czerwonych porzeczek, trochę więcej objętościowo pokrojonych jabłek. Jabłka pochodzą przede wszystkim z trawy :-) Trochę spod naszej jabłonki, trochę dostaliśmy i niewiele kupiliśmy.

Potem nastąpiło miksowanie na gęstą papkę.

Wyszło chyba z 10 2-litrowych porcji. Dla mnie kilka razy ruszyć pokrętłem. Bzyk na około dwadzieścia sekund. W sumie 3-4 minuty pracy sprzętu plus czas na zamianę zawartości kielicha :-)
W tym momencie nastąpił znaczący wkład mężowskich rąk - wyciskanie soku z każdej porcji zmiksowanych owoców. Zapomniana przez młode mamy tetrowa pielucha okazała się bardzo pomocna. Dobrze, że handel detaliczny jeszcze o niej pamięta.
A potem - pojawił się gar pełen aromatycznego soku.

Do tego ok. 3kg cukru i po kilku minutach gotowania rozlewanie do słoików.
Efektem wspólnej pracy są 33 słoiczki pysznego soku.
Jest lekko kwaskowy, z nutką słodyczy. Będzie doskonale gasił pragnienie, gdy nadejdą upały.
Ps. Pyszna jest też mieszanka czarnej porzeczki z jabłkiem. Wtedy moszcz jest średnio mocno wyciskany i zostaje z częścią soku. Papkę zagotowuję z cukrem na gęsty dżem i mam dodatek do bułeczek drożdżowych lub kruszańca.
Wspaniały sok daje jesienią mieszanka aronii i słodziutkich, ostatnich antonówek.