Moje robótki, promocja uczniowskiego klubu hafciarskiego Igiełka działającego w Zespole Szkół w Pisanicy koło Ełku
niedziela, 24 maja 2015

Zakończyłam prace nad narzutą na łóżko :-)

Ostateczny rozmiar: 94cm x 200cm.

narzuta na łóżko

Spodnią tkaninę i ocieplinę wycięłam z większym zapasem i dzięki temu doszyłam dodatkowy, niebieski  pasek. Całość obszyłam wąską, niebieską lamówką.

Dziękuję serdecznie SilesianQuilt za wspaniały filmik "Jak szybko i prosto szyć lamówkę".

Co prawda uszyłam ją z pojedynczego paska materiału, czyli bez składania na pół, ale zachowałam zszywanie pasków pod kątem  i sposób szycia na rogach, który sprawdził się w 100%.

Spód lamówki przyszyłam ręcznie.

wtorek, 19 maja 2015

Sprawdziłam - 28 III napisałam o nagrodzeniu mnie za uzasadnienie oddania głosu w konkursie Szyciowy Blog Roku.

Minęły jeszcze prawie 2 tygodnie, zanim wygrana maszyna do mnie trafiła . Pech, w międzyczasie trafiły święta. Po świętach też swoje odczekałam.

Ale była! Doszła! Ucieszyła oko. Niewielka, zgrabna, z kolorowym ornamentem.

 wygrana maszyna

Ps. Dokonałam aktualizacji pokazania wygranej. Oryginał zdjęcia została skasowany i inaczej nie będzie.

Radość z posiadania nowej maszyny szybko została tylko radością z wygranej. Radością bez maszyny.

Chwilę po rozpakowaniu pokręciłam kółkiem zamachowym. Maszyna nowa, ale z tym kółkiem było coś nie tak. Nie poruszało się płynnie. Wyczuwało się jakieś poślizgi, zacięcia. Kilka centymetrów udało się przeszyć.

I na kilku centymetrach się skończyło.

Nieszczęście "popsucia" maszyny trafiło na córkę. Ucieszona, że może spróbować szyć, przyłożyła nogę do pedała. Usłyszałam z sąsiedniego pokoju kilka zwykłych stukotów, a potem chrupnęło, zgrzytnęło i się zatrzymało. Na amen. Igła w środku, nie do wyjęcia. Koło zamachowe nie do ruszenia. Bębenek czysty, nie było zaklinowanych nitek.

Przez kilka dni maszyna stała. Drażniła swym pięknym wyglądem. Już krążyły myśli o oddaniu jej na części. Na szczęście - dla maszyny - mieszkam na wsi i nie chce się wyruszać do miasta z jedną potrzebą. Ale mam internet - pod ręką. Napisałam więc do organizatora konkursu. Opisałam co i jak.

Cisza.

"Jutro jadę do miasta. Zawiozę maszynę. Oddam ją. Trudno. Trochę radości było i tyle musi mi wystarczyć."

A wieczorem dryń, dryń - telefon z informacją "Przeczytałem Pani e-maila. Jutro wysyłam kuriera po maszynę, która trafi do naszego serwisu".

Czary? Zbieg okoliczności?

Następnego dnia maszyna pojechała. Potem wróciła. Kółko się kręci. Maszyna terkocze. szyje. Działa!

Wśród jej akcesoriów był wspomniany w poprzednim poście "pomocnik-prujaczek". :-)

I to by było na tyle.

sobota, 16 maja 2015

Sezon szyciowy trwa.

Uczniowie z naszej szkoły jadą w poniedziałek na wycieczkę do Berlina. W toku rozmów w pokoju nauczycielskim narodził się pomysł, by niemieckiej przewodniczce, która oprowadzi nasze dzieci w ramach wolontariatu, ofiarować  prezent. Organizatorka wycieczki wyszywa krzyżykami, druga koleżanka też, więc w ekspresowym tempie powstały śliczne kotki. Moim zadaniem było umieścić je na torebce.

Miałam wizję takiej torebki, ale nie miałam odpowiedniego materiału. Bawełna jakoś mi nie pasowała.

Ale od czego szczęśliwe zbiegi okoliczności? Ela z blogu W kąciku przy maszynie na fb ogłosiła chęć podzielenia się kawałkami pięknych obiciówek. Kiedy je otrzymałam - wiedziałam  - to jest to, czego potrzebuję :-) Kolor, faktura, wielkość - idealne. Krótka wizyta w pasmanterii  - i mogłam przystąpić do realizacji planu

Łatwo powiedzieć - ale od czego zacząć?

No cóż, do odważnych świat należy. Na Yotube znalazłam kursik wszywania zamka - jakoś poszło z podszewką.

Potem kotki na wierzch jako małe kieszonki - hmm, bardzo dzielnie znosiłam kolejne prucia i poprawki. Ten wieczór nie sprzyjał szyciu - podczas wywracania na prawą stronę porwałam flizelinę (prucie), przyszyłam kolejny kawałek  odwrotnie - po wywróceniu klej znalazł się na wierzchu (prucie), kanwa za bardzo rozciągnęła się pod stopką (prucie). Uff, ...

Dalej było tylko nieco lepiej. Dzięki kolejnemu pruciu nauczyłam się, że podczas zszywania różnych materiałów (obiciówka, która się nie rozciąga  i miękki pasek - wydawało się, że nierozciągliwy) należy szyć, mając ten sam materiał pod stopką, ponieważ dolne rogi torebki mogą rozminąć się o ponad centymetr.

Za wcześnie przyszyłam plastikowe elementy do połączenia dwóch pasków - zapas materiału z beżowego paska (oj, skromniutki wyszedł po spruciu) potrzebny był do przykrycia szwów w górze torebki.

Za to końcówka - super :-) Bez prucia wszyłam pod zamek podszewkę i zamontowałam pasek do przewieszenia przez ramię.

Wiem też, dlaczego nie znosiłam prucia - nie miałam pomocnika-prujaczka ;-)  Niedawno stałam się jego posiadaczką ale o tej historii w następnym wpisie.

Ale się rozpisałam! Musiałam wyrzucić z siebie tę szyciową traumę. Nie ma lekko, kiedy się jest samoukiem. :-(

Efekt szycia-prucia z wierzchu:

torba - listonoszka

W środku (Nie mogłam się oprzeć i na koniec wszyłam swoje logo. Kawałek mojego bloga trafi aż do Berlina :-)  )

torba - wnętrze

Torebka nie byłaby taka śliczna bez kotków, prawda. To one grają pierwsze skrzypce i przyciągają wzrok.

kotek Moja pasja

kotek Stanpis

Kotek z lodem to dzieło koleżanki, która poza krzyżykami mistrzowsko posługuje się szydełkiem i drutami. Druga koleżanka wykonała kotka wiosennego. Ona również  szydełkuje, macha drutami i krzyżykuje kolejny duży obraz.

Zapraszam do odwiedzin u Moja pasja oraz Stanpis .

Podczas pracy nad tą torebką ciepłe myśli i podziękowania płynęły do pewnej Ani z Wrocławia. Dzięki jej wpisom na blogu Kankanki ... skakanki po tematach kupiłam kiedyś papier - dwustronną flizelinę.

Dziękuję za dotrwanie do końca :-)

sobota, 02 maja 2015

Kliknęłam w google "chowanie nitek". wyskoczyły strony dotyczące robótek szydełkowych lub na drutach.

Wszystkim bardzo początkującym szyjącym - ładne i solidne schowanie nitek po uszyciu.

1. Na początku i na końcu szyję w tył i w przód. W tym miejscu widać to podwójne przeszycie. Można również skrócić ścieg w tym miejscu i zazwyczaj to wystarcza, by szew nie pruł się.

1. W patchworku inne jest naprężenie nici. W niektórych miejscach nitka wierzchnia szła luźniej i "przeszła" na lewą stronę. Dlatego postanowiłam wszystkie solidnie schować i nie dać im możliwości wyprucia się.

Na lewej stronie pociągam niebieską nitkę spodnią- pojawia się pętelka szarej nitki wierzchniej. Za pomocą igły wyciągam tę pętelkę.

chowanie nitki 1

2. Obie nitki zawiązuję na supełek:

chowanie nitki 2

3. Nie obcinam - krótko obcięty supełek przy dziesiątym praniu mógłby rozwiązać się. Nawlekam obie nitki na igłę i przeciągam w środek patchworku. Dopiero wtedy odcinam wystającą część nitek.

Wzięłam iglicę, żeby przekładać od razu 2 nitki.

chowanie nitki 3

Życzę miłej soboty. Ja lecę chować pozostałe nitki.

... a tak naprawdę - część pikowania.

Hmm, jaka krawcowa (początkująca), takie ma zapasy nitek (czyli niewielkie :-) ). Nie tylko nie sprawdziłam, ale nawet nie pomyślałam o sprawdzeniu zasobu kolorów i ilości posiadanych nici. Niebieskiej, pasującej do spodniego materiału zabrakowało w trakcie szycia.

Przynajmniej środek narzuty gotowy :-) Jeszcze z agrafkami i luźnymi nitkami:

pikowanie lewa strona

Dziękuję wszystkim znanym i nieznanym quiliterkom za wskazówki, które udzielają takim jak ja - zdobywającym wiedzę.

Ja przekazuję dalej - jak pikować patchwork:

1. Materiał spodni porządnie naciągnąć, mocując taśmą malarską np. na podłodze.

2. Położyć na to ocieplinę i materiał wierzchni.

3. W wielu miejscach spiąć te trzy warstwy agrafkami - nie szpilkami - z dwóch powodów - agrafki lepiej trzymają warstwy razem, bo zapięte nie wysuną się oraz nie ma możliwości ukłucia się podczas manewrowania materiałem w trakcie szycia.

    (Jako "podnośnik" do agrafki posłużył mi pilniczek - łatwo wsuwał się pod ostrze agrafki i ułatwiał jej zapięcie. Materiał wciąż trzymał się podłogi i nie unosił się na tyle wysoko, by zapiąć agrafkę palcami.).

4. Jeżeli maszyna ma takie możliwości - zmniejszyć nacisk stopki. Ułatwia to przesuwanie materiału.

5. Podczas szycia ręce schować w gumowane rękawiczki. Siła tarcia pomaga dobrze naciągnąć materiał między agrafkami bez nadmiernego napinania mięśni rąk i ramion.

Efekt:

Po raz pierwszy jestem zadowolona z wyglądu spodu patchworka - nie ma niepotrzebnych zakładek, chociaż nie przepinałam i nie korygowałam zapięcia agrafek. Przy tym manewrowałam materiałem we wszystkich możliwych kierunkach.

Podczas szycia patchworkowych poduszeczek spinałam warstwy szpileczkami. Teraz też w kilku miejscach ich użyłam, ponieważ zabrakowało mi agrafek. Nigdy więcej - wielokrotnie przekręcałam mój patchwork, przeciskałam pod ramieniem maszyny i wciąż musiałam uważać, by ukłucia nie były zbyt bolesne i by szpilki , chociaż wpięte po dwie na krzyż nie wysunęły się.

Dowiedziałam się przy okazji, że na moim łuczniku 834 mogę szyć, przesuwając materiał w bok lub na skos, a nie tylko po prostej do tyłu. Muszę jeszcze poćwiczyć siłę przesuwania materiału, aby długość ściegu była jednakowa.

Na zakończenie - fragment obszytych wyścigówek i flag startowych:

pikowanie prawa strona

Zakładki:
A tutaj pokazuję prace dorosłych
Adres Igiełek. Prosimy o wsparcie naszej działalności.
Blogi młodych rękodzielników
Igiełki - albumy prac
Korzystam
Moje dokonania
Stąd szablon
Tu kupisz
Uczniom
Z innej beczki
Zaglądam
Zaglądam za granicę
Za jeden uśmiech - Klik!
free counters